Spójność prawdy

Mogłoby się wydawać, że dobrą receptą na poradzenie sobie z wiadomościami przekraczającymi wszelkie możliwe wyobrażenia, jest odseparowanie się od nich. Można w takiej sytuacji zamknąć się na podwórku swojej specjalności, by oddawać się poznawaniu prawdy z tej dziedziny. Co do reszty można zawierzyć wybranym wg dowolnego klucza ludziom i głoszonej przez nich prawdzie, nie ponosząc za nią żadnej odpowiedzialności.

Przesłanką do takiego podejścia do prawdy jest przekonanie – utwierdzane przez rozmaite encyklopedie i leksykony – że „prawda to zgodność wiedzy z rzeczywistością”. Nazywanie tej definicji „korespondencyjną” nie ma związku z korespondencją pomiędzy jej twórcami. Takie ujęcie sugeruje zaś, że mając kryterium zgodności (czyli „korespondencji”) z rzeczywistością wystarczy, aby w każdej dziedzinie umieć rozpoznać, czy coś jest albo prawdziwe albo fałszywe. W związku z tym w każdej z tych dziedzin prawdę można znać w różnym stopniu.

Na tej bazie mogła powstać koncepcja indywidualnej prawdy, wg której każdy ma swoją prawdę. Tak też na pytanie „co to jest prawda?” odpowiedział Mell Gibson w filmie „Pasja”. Ale na tej samej bazie można też niestety dworować sobie z prawdy. W ramach tego jedni umiejscawiają ją „po środku”, a jeszcze inni – za Ks. Józefem Tischnerem – określają jej rodzaje, z „g... prawdą” włącznie.

Podchodząc zaś poważnie do tej definicji to kłopoty sprawia zdefiniowanie jej elementów składowych. Nie poradzili sobie z tym naukowcy, którzy w latach 70-tych postanowili zdefiniować symulację komputerową. Prace swe przerwali nie mogąc uzgodnić definicji „rzeczywistości”, której symulacja dotyczy. Choć niby każdy rozumiał co to jest, to jednak nie wypadało zdefiniować jej tak, jak kiedyś zdefiniowano konia.

Do tego dochodzą dużo poważniejsze konsekwencje możliwości rozdzielania prawdy na obszary. Nie tylko można ulec złudzeniu, że uda się dążenie do prawdy w jakiejś dziedzinie – szczególnie dotyczącej pracy zawodowej – przy rezygnacji z prawdy w innych dziedzinach wiedzy o świecie. W formie popularnej wyraża się to przysłowiem „Moja chata z kraja”, co może być przydatne dla kogoś, komu jest obojętne w jakiej prawdzie żyje.

Najpoważniejsze negatywne skutki rozdzielania obszarów prawdy dotykają naukowców, którzy na ważnym etapie swojej kariery składają ślubowanie prawdzie. Jeśli potem ktoś łudzi się, że interesuje go wyłącznie np. fizyka, chemia, czy logistyka, a innymi sprawami nie będzie się zajmował, to popełnia błąd o daleko idących konsekwencjach. To pominięcie ma bowiem swoje skutki również w dziedzinie, w której deklaruje swoje dążenie do prawdy. Powodem tego jest to, że brak zainteresowania prawdą w jakiejś dziedzinie, paraliżuje zdolność rozpoznawania prawdy w każdej innej dziedzinie, nawet tej którą ktoś chciałby hołubić.

Sygnałem o możliwych kłopotach z prawdą jest przekaz, wg którego przynajmniej od dwóch tysięcy lat, na pytanie „co to jest prawda?” nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie jest bowiem możliwa definicja prawdy a tym samym jej podziały. Definiowanie jest możliwe tylko w odniesieniu do obiektów, które istnieją niezależnie od tego, czy są zdefiniowane czy nie, aby je odróżnić od innych obiektów.

Natomiast prawda jest tylko nazwą sposobu wiedzenia. A przecież nie można zdefiniować tego, że ktoś wie. Nie tylko dlatego, że nie można wniknąć do czyjegoś sposobu wiedzenia, ale także dlatego, że – choćby z przekory – może on powiedzieć, że nie wie, choć wie.

Jeśli wiemy, jaka jest rzeczywistość, to jest to prawda. Jeśli do naszej świadomości dociera coś, co nie jest prawdą to tylko oznacza, że czegoś nie wiemy a nie, że wiemy nieprawdę lub fałsz. Właśnie przed tym ostrzegał – jeszcze przed tą znaną rozmową o prawdzie – Sokrates upominając, aby nie myśleć, że się wie, jeśli się nie wie.

Tak jest w praktyce. W teorii zaś przyjęto metodę polegającą na wypowiadaniu czegoś a następnie sprawdzaniu, czy jest to prawda. Dzięki temu stworzono przedmiot badań dla logiki. Jednak umożliwia ona jedynie stwierdzenie prawdziwości zdania złożonego ze zdań prawdziwych albo fałszywych. Niestety logika nie weryfikuje czy zdania składowe są prawdziwe czy nie. Nie mówiąc już o tym, że nie można mieć gwarancji, że ze zdań prawdziwych wynika zdanie prawdziwe, bo trzeba to odrębnie sprawdzić.

Na bazie takiej teorii przyjęło się, że wyznacznikiem wiedzy są zdania, będące zbiorami słów ustawionych zgodnie z gramatyką. Następnie można badać, czy są one prawdziwe czy nie. Jednak nawet tak stwierdzona ich prawdziwość jest warunkowa. Musi istnieć rzeczywistość, której odpowiadają.

Np. zdanie „pada deszcz” jest prawdziwe, jeśli odpowiada mu rzeczywistość, w której pada deszcz. Ale by to wiedzieć, to na końcu łańcucha pytań o rzeczywistość musi być ktoś, kto wie i daje świadectwo tej prawdzie, że pada deszcz. Na pewno nie jest to deszcz.

Jeśli jednak deszcz przestaje padać, to prawdziwe przed chwilą zdanie „pada deszcz” przestaje być wiedzą o rzeczywistości, a więc nie jest prawdziwe. Ktoś, kto w takiej sytuacji mówi „pada deszcz”, to formalnie mówi zdanie fałszywe, a w istocie nie przekazuje wiedzy. Tylko mówi słowa w formie poprawnego zdania, lecz nie wie on o deszczu. Nie wyraża wiedzy o deszczu, a jedynie uruchamia swoją zdolność mówienia.

Ułatwieniem w takiej sytuacji może być oboczny obserwator, który umie sprawdzić, czyli umie wiedzieć, że deszcz nie pada i umie rozpoznać, że mówiący nie wie o tym. Bez tego zewnętrznego wsparcia sytuacja mówiącego jest bardzo trudna. Jeśli jest w stanie powiedzieć, że pada deszcz gdy deszcz nie pada, to nie daje sobą świadectwa prawdzie. Czasem może wie, że deszcz nie pada, ale mówi zdanie fałszywe, bo realizuje w ten sposób jakiś swój interes. Tym samym naraża się na niebezpieczeństwo, że jak zacznie mówić świadomie zdania fałszywe, to tłumi w sobie zdolność dawania świadectwa prawdzie. Zakłóca tym samym wypowiadanie wiedzy o rzeczywistości, która przecież nigdy do końca poznana być nie może.

Zatem naukowiec nie może ograniczać wiedzy tylko do obszaru swej specjalności, a w pozostałych obszarach polegać na opinii innych, bo nie jest w stanie odseparować swej świadomości od tych obszarów. Jeśli zmusi się do niewiedzy w jednym obszarze, to ten sposób podejścia do wiedzy przeniesie się na pozostałe obszary jego wiedzy. W wyniku tego stosunek naukowca do rzeczywistości przestanie być wiedzą, a to co mówi będzie tylko zbiorem słów. Tym samym przestanie być świadectwem wiedzy, czyli prawdy. Skutkiem tego będzie sytuacja, o jakiej mówił Donald Rumsfeld: „Ale są także nieznane niewiadome – takie, że nie wiemy, że nie wiemy”. Znamienne, że jest to fragment wypowiedzi, za którą Plain English Campaign przyznała nagrodę dla osoby publicznej, której wypowiedź w roku 2003 wzbudziła największe zakłopotanie („most baffling remark”) [www.guardian.co.uk/usa/story/0,12271,1097856,00.html]. To by znaczyło, że wiedza o niewiedzy jest obecnie źródłem drwin.

W praktyce oznacza to, że jeśli w swoim poszukiwaniu prawdy naukowiec ograniczy się wyłącznie do swej specjalności naukowej, to również w ramach tej specjalności straci zdolność dawania świadectwa wiedzy, czyli prawdy. Choć oczywiście będzie przekonany, że jest to jego wiedza, czyli jego prawda. Czy jednak kogokolwiek poza nim będzie ona interesować? Tym samym przestanie być użyteczny dla społeczeństwa.

Takie są niebezpieczeństwa przygody z prawdą, jakie obecnie doświadczamy. Odżegnanie się od prawdy w jakiejkolwiek dziedzinie skutkuje niemożnością jej odkrywania w innych dziedzinach działalności zawodowej czy twórczej. Jeśli ktoś nie przekonał się o tym przez minione lata, to teraz ma ku temu niepowtarzalną okazję.