Józef Okulewicz

NA STRAŻY WOLNOŚCI - czyli o niespodziewanym sojuszniku

Przekaz dopuszczający pośrednika został poddany manipulacji, która napotkała sojuszników zarówno po stronie autora jak i odbiorcy. Tym, którzy chcieliby się temu przeciwstawić zazwyczaj radzono by korzystali ze swego niezbywalnego prawa do wyłączania odbiornika. Lecz nie o takie prawo może chodzić w przypadku środków przekazu.

Przy takim nastawieniu może dojść do sytuacji, w której pozostawałaby jedynie rada by "ostatni zgasił światło".
Na szczęście nigdzie nie doszło do jej spełnienia.
Jedni wcześniej rozwalili ścianę we wspólnym domu, inni zaś wyprosili niechcianych gości, by po gospodarsku zaprosić ich ponownie.

Marzenia pionierów radia nie spełnią się już nigdy. Tworząc podwaliny masowej komunikacji nie przewidzieli tego, że ich dzieło zechce przemówić "własnym głosem" opowiadając się przeciwko człowiekowi. Korzystanie z pośrednika zawsze będzie kojarzyło się z ograniczeniem własnej wolności, bo tak jest w istocie. Na nic zdadzą się próby odrestaurowania wiarygodności czy to radia czy telewizji. Będzie to tylko imitacja Internetu, który nie ustaje w rozwoju broniąc się przed zakusami na jego nieokreśloność stanowiącą - paradoksalnie - podstawę wolności i niezależności.

Niezaprzeczalnym osiągnięciem związanym z tym środkiem przekazu jest uwolnienie się od pośrednika, któremu zezwalałoby się na ingerowanie w treść i termin przekazu. Warto za to zapłacić cenę nieokreśloności, która i tak jest naturalną cechą wszelkich kontaktów międzyludzkich.

Nie ma bowiem powodu by środki komunikacji cokolwiek gwarantowały poza poprawnością przekazania tego co wysłał nadawca.

Jakiekolwiek próby ingerowania operatora w treść tego co jest przekazywane przez Internet (np. moderowanie komentarzy czytelników do wiadomości) są jednogłośnie potępiane i napiętnowane przez społeczność internetową, przez co operator ze wszystkich sił musi się starać by być niezauważalnym. Jest to wyrazem wiary w to, że zarówno nadawcy jak i odbiorcy są w stanie poradzić sobie z nieokreślonością tego co jest przekazywane za pomocą Internetu. Jest to zwykle odrodzenie się wiary w ludzkie możliwości radzenia sobie w życiu bez pomocników, opiekunów czy pośredników.

Nie tyle więc własności techniczne decydują o atrakcyjności i sile rozwojowej Internetu, ile umożliwienie zapomnianej przez lata formy kontaktu międzyludzkiego, podczas którego niczym nie skrępowani ludzie przekazują innym to co uważają za ważne. Nie oczekują przy tym natychmiastowej reakcji na ten przekaz i nie chcą wiedzieć kto odpowiada na ten przekaz, skupiając się jedynie na treści odpowiedzi.

Z drugiej strony odbiorcy nie chcą wiedzieć kto i kiedy wysłał dany przekaz. Ufają swoim możliwościom poznania się na wartości tego przekazu i swym zdolnościom do wykorzystania przekazu dla dobra swego lub innych ludzi.

Jak łatwo zauważyć te oczekiwania wobec przekazu międzyludzkiego współgrają z tym co Internet jako środek przekazu dodaje od siebie. Dlatego jeśli coś dobrego będzie pamiętane po XX-tym wieku to właśnie Internet.

Radio będzie zapewne kojarzone z płomiennymi przemówieniami nawołującymi do zagłady innych, a telewizja - z obojętnością z jaką przyglądała się "chłodnym okiem" tragediom ludzi podczas gdy inni opływali w dostatki. Tak akurat się tym środkom przytrafiło.

Internet zaś będzie kojarzony z odwołaniem się do niezależności i wolności człowieka. Do jego zdolności samodzielnego radzenia sobie w życiu i samodzielnego wybierania tego co prawdziwe i ważne.

To odwołanie do samodzielności będzie niejednokrotnie zagrożone próbami zawładnięcia tym środkiem przekazu. Próby te na pewno będą rozpoznane i odrzucone gdyż sprzyjają temu prawa przekazu Internetowego jako środka sprzyjającego samodzielności i wolności. Można przez to mieć nadzieje, że z powstaniem Internetu skończyła się epoka manipulowanego przekazu pomiędzy ludźmi.

"Przedinternetowe" środki przekazu poniosły klęskę w wyniku nacisków na pośrednika by udostępnił ten nowy środek przekazu dla treści reklamowych. Żeby taki kanał pozostawał ciągle otwarty musi być przyjemny dla odbiorcy. To zaś oznacza, że autor nie ma nic do powiedzenia odnośnie treści przekazu głównego. Jest to inna forma cenzury prewencyjnej wchodzącej tylnymi drzwiami i przekształcającej środek przekazu w jego przeciwieństwo. Ze skutków tego ciężko będzie się uwolnić jak z każdej zgubnej przyjemności.

Ponieważ władza środków przekazu jest udzielana im przez odbiorców, to na straży wolności Internetu stoją jego użytkownicy, a przede wszystkim odbiorcy internetowych przekazów. Ich sojusznikiem okazali się twórcy Internetu, którzy skutecznie uodpornili ten środek przekazu nie tylko na losowe lub zamierzone ingerencje techniczne, ale też na zakusy pośredników do panowania nad treścią przekazu.

Obrona Internetu to obrona jego nieokreśloności, tak by stale obowiązywało jego prawo: "Szukaj choć nie wiesz co znajdziesz". Ponieważ jednak nie można żyć w niewiedzy, to o wartości znaleziska trzeba umieć samemu zadecydować. W tym jednak nie można oczekiwać pomocy ze strony Internetu, tylko we własnym zakresie powiększać swoje umiejętności. A pożytek z tego będzie miał każdy z osobna i wszyscy razem. Dlatego warto bronić Internetu.

Stawia on przed odbiorcą specyficzne wymagania co do umiejętności. Odbiorca musi bowiem wiedzieć czego szuka i tworzyć własną wiedzę z uzbieranych fragmentów. Trzeba przy tym umieć rozpoznać gdzie są luki i szukać elementów dla ich wypełnienia. Są to zupełnie inne umiejętności niż przekazywane dotychczas w szkole.

W przypadku Internetu zagrożeniem jest taki rozwój środków pomocy w poszukiwaniach, który wiązałby się z obietnicą, że ktoś wie lepiej co dla danego człowieka jest ważne. Będzie to zaprzeczeniem tego co jest istotą przekazu Internetowego, gwarantującego samodzielność i niezależność człowieka w poszukiwaniu i wybieraniu tego co jest dla niego ważne.

Gdy z Internetu będzie można otrzymać tylko same ważne wiadomości, to będzie to jego koniec.

==>

<== powrót do początku