Józef Okulewicz

Edukacja logistyczna

Ø    teoria kontra praktyka, czyli jak się mają wymagania pracodawców z firm branży TSL do wiedzy i umiejętności, którą zdobywaj na uczelniach;

Ø    jakich absolwentów najbardziej cenią firmy;

Ø    logistyk – zawód z przyszłością?

 

Pytanie o edukację logistyczną nabrało naglącego charakteru. Jakiś czas temu ruszyły szkoły średnie ze specjalnością „technik logistyk”, a od października 2007 r. można rozpocząć studia na specjalności „logistyka”. Z tym, że na poziomie wyższym zadekretowano rozdzielenie edukacji logistycznej na dwa nurty: ekonomiczny i inżynierski. Na te dwa sposoby studenci mają niby poznawać logistykę. Taki podział jedynie podtrzymuje złudzenie, że można być logistykiem wyłącznie w aspekcie ekonomicznym albo technicznym, co jak dotąd nie znajduje potwierdzenia w praktyce.

Formalnie wszystko jest w porządku, bo odpowiednie programy nauczania zostały zatwierdzone. Jednak zostały one opracowane i przyjęte bez szerszej dyskusji w środowisku zawodowym i naukowym. Ich zaletą jest tylko to, że są i można będzie je poprawiać. Zanim to jednak nastąpi kolejne roczniki uczniów i studentów będą się łudzić, że poznają logistykę. Już za kilka lat z dyplomem logistyka w ręku staną wobec wyzwań, jakie wiążą się z tym zawodem.

Takie działania edukacyjne wskazują na niespójny obraz współczesnej logistyki. Z jednej strony nauka zaakceptowała sugestie praktyków, że logistykę realizuje się poprzez procesy produkcyjne, dostawcze, dystrybucyjne, itd. Podkreśla się przy tym ich skalę globalną, wymagającą umiejętności odpowiedniej optymalizacji tego typu przedsięwzięć. W efekcie współcześni logistycy umieją w interesie producenta zebrać zaopatrzenie z całego świata i po wyprodukowaniu wyrobów w fabrykach rozrzuconych po całym świecie rozesłać je na cały świat, ponosząc przy tym minimalne koszty. Uczniów i studentów przygotowuje się do realizowania tego rodzaju procesów wymagających umiejętności oddziaływania na wiele przedsiębiorstw, ale przydatnych w sytuacjach powtarzalnych.

Z drugiej bowiem strony tego optymistycznego obrazu logistyki jawią się wielkie przedsięwzięcia logistyczne, kiedy cały świat ruszał z pomocą poszkodowanym w takich kataklizmach jak tsunami z 26 grudnia 2004 r. czy huragan Katrina z maja 2005 r. Wówczas okazało się, że świat nie jest przygotowany do prowadzenia działań logistycznych na taką skalę. Obeznani z tworzeniem globalnych łańcuchów dostaw specjaliści wysyłali ładunki z pomocą humanitarną zapakowane na paletach, których nie było czym wyładować w zrujnowanych portach docelowych, a optymalizując dostawy lotnicze nie pozwalali ochotnikom na zabranie rowerów, bo za ciężkie, itd. Tak więc w praktyce okazało się, że wyszkoleni do prowadzenia twardych negocjacji z wymagającymi klientami, nie radzą sobie z zaprojektowaniem „łańcucha dostaw” gdy klient jest bezradny i nawet nie umie powiedzieć czego potrzebuje.

Po takich wydarzeniach – pomijając ich tragiczny wymiar – nie można powiedzieć, że współczesna logistyka jest dziedziną działania naukowego opartego na prawdziwym poznaniu rzeczywistości. Może to rodzić uzasadnione obawy czy przyuczeni do zaspokajania potrzeb ludzi w formie regularnego dostarczania towarów, nie okażą się bezradni w sytuacjach wyjątkowych gdy ewidentnie są odbiorcy, którzy naprawdę potrzebują określonych towarów. Może wówczas zadziałać rutyna podbudowana praktyką i zabraknie umiejętności unikalnego podejścia do zadania logistycznego, co powinno stanowić oczywistą regułę.

Dlatego ważne jest jakiego rodzaju umiejętności zdobywają młodzi ludzie w ramach tzw. edukacji logistycznej. Tym samym należałoby się zastanowić kogo, czego i jak uczy się na uczelniach i w szkołach logistycznych. Powinno się przy tym nabywać umiejętności działania nie tylko na potrzeby dostaw produkcyjnych czy dystrybucyjnych, ale przede wszystkim w sytuacjach ekstremalnych i wyjątkowych, kiedy to adekwatne do sytuacji zrealizowanie dostarczania może być kwestią życia i śmierci.

Debatę o kształceniu logistyków należałoby zacząć od określenia jaki logistyk jest potrzebny. W zależności od przyjętej wizji powinien być dobrany sposób kształcenia w celu spełnienia przyjętych oczekiwań. Ich istotą jest bowiem postawa logistyka, jaką powinien przyjąć wobec niewątpliwych potrzeb powodujących następnie produkowanie, przechowywanie i przemieszczanie towarów. Program do nauczenia się bycia logistykiem można będzie opracować, gdy nastąpi porozumienie odnośnie tego co to oznacza, tak jak dziś wiadomo co oznacza bycie matematykiem.

Przemiany logistyki

Potocznie logistyką nazywa się realizowanie procesów przemieszczania i przechowywania towarów. Znajduje to swój wyraz w kolejno powstających określeniach logistyki. Zarazem przez minione lata można było obserwować ciągłe rozszerzanie się zakresu tego, co traktuje się jako sferę odpowiedzialności logistyków. Początkowo wystarczała troska o usprawnienie przepływów i obniżenie ich kosztów. Następnie do prostego przewożenia czy przechowywania towarów doszło synchronizowanie przepływów pomiędzy rozmaitymi przedsiębiorstwami. Łączy je to, że na końcu jest klient dla którego te wszystkie przepływy są realizowane. Dlatego w miejsce logistyki – którą ograniczono do przepływów w ramach pojedynczego przedsiębiorstwa – powstała nowa dziedzina zarządzania, którą nazwano Supply Chain Management.

Ponieważ oczywistym celem realizowania takich procesów jest dostarczenie rozmaitych dóbr, to w konsekwencji musi temu towarzyszyć dobrowolne przyjęcie dostawy przez odbiorcę. Skutkiem tego musiała być zmiana roli końcowego klienta. To nie jest już ktoś bezwolny otrzymujący dostawę, ale aktywny podmiot, który nadaje sens i wartość funkcjonowaniu całego procesu. Z dotychczasowej perspektywy dostawa niezrealizowana była tylko ułamkiem procenta obniżającego poziom obsługi. Z tej nowej perspektywy taka chybiona dostawa to 100 % niedostarczonego towaru, od której zależy kolejne 100 % przedsięwzięć.

Dlatego coraz częściej proponuje się dla tego procesu bardziej odpowiednią nazwę „value chain”, tzn. „łańcuch wartościowy”, czyli taki, który służy dostarczaniu wartości. Tę nową formułę łańcucha można rozmaicie obudować pojęciami, ale to już koniec drogi. Dalej jest tylko okryta niewiadomą wolna wola wyrażająca podmiotowość człowieka. Ze strony podmiotowości możliwe jest całkiem dowolne wymaganie odnośnie tego jaki towar i w jaki sposób będzie dostarczony. Dodatkowo należy liczyć się z nieznanym i trudnym do oszacowania ryzykiem, że wymagania co do towaru mogą ulec zmianie podczas realizacji dostarczania. Zatem opisywanie jej rozmaitych przejawów pod postacią łańcuchów lub sieci, mija się z celem, jeśli ma to być wiedza techniczno-ekonomiczna a nie psychologiczna. Rodzi to raczej techniczny i naukowy problem utworzenia systemu, który będzie mógł być uznany za system dopiero wtedy, gdy klient przyjmie dostawę zrealizowaną z jego pomocą. Trzeba zatem zawrócić do źródeł i sięgnąć po przyczyny a najlepiej warunki realizacji procesów i tworzenia służących im systemów logistycznych.

Wobec współczesnych systemów logistycznych stoi zadanie zapewnienia nie tylko przepływów towarów w skali globalnej, ale znacznie trudniejsze wymaganie zachowania integralności systemu od chwili utworzenia do chwili zaakceptowania dostawy przez odbiorcę. Tradycyjne podejście systemowe bazujące na podporządkowaniu systemu celowi już nie wystarcza. Choć cel jest znany już na początku, to zostanie on potwierdzony dopiero po zrealizowaniu dostawy. Do tego czasu jego integralność jest zagrożona nie tylko przez działania zewnętrzne, ale znacznie groźniejsze – wewnętrzne. Bardzo trudno rozpoznać w systemie realizującym dostarczanie, że już przestało być ono możliwe. Takie sytuacje trzeba przewidzieć przy tworzeniu systemu logistycznego i zadbać o to by warunki jego integralności były spełnione przez cały czas funkcjonowania.

Po latach nie można się oprzeć wrażeniu, że duża część pasażerów liniowca Titanic, była skazana na utonięcie już w chwili podjęcia decyzji o zabraniu zbyt małej liczby łodzi ratunkowych. Zdezintegrowało to ten system logistyczny już na etapie projektowania. Takich przykładów lekceważenia podmiotowego traktowania odbiorcy dóbr można wskazać więcej. Gdy w XIX w. producent nie umiał skonstruować maszyny do pisania tak by jej klawisze nie zacinały się przy szybkim pisaniu, to pomieszał porządek klawiszy, by wymusić na użytkowniku powolne pisanie. Końcowy klient był traktowany jak niesforny szkodnik, któremu zachciewa się szybko pisać. Wprawdzie Ford przypomniał sobie, że samochody robi się dla człowieka, który może czegoś chcieć, lecz ze względów technicznych zbiór kolorów do wyboru ograniczył do jednego. Choć formalnie klient miał dokonywać wyboru, to jednak potraktowano to jako sprytny chwyt reklamowy. Nadal też pod pozorem jakichś ograniczeń technicznych przymusza się użytkowników do korzystania z rozmaitych patologii technologicznych. Może to być samochód, z którego nie można powiadomić pieszego o rozpoczętym hamowaniu. Albo samolot, z którego nie można się uratować po awarii w powietrzu. Albo też pociąg, którego maszynista jest bezwolnym narzędziem odległego centralnego dyspozytora.

Zatem przyszłość dla logistyki jako zawodu będzie otwarta jeśli wyrwie się ona z tego łańcucha pętającego klienta. Logistyk nie może być wysłannikiem ani producenta, któremu zamarzył się jakiś wyrób i musi odzyskać zainwestowane środki. Ani reprezentantem marketingowca, który wiąże klienta mackami lojalności, ani dystrybutora przymuszającego do przyjęcia towaru aby obniżyć „stok” lub w celu pokonania konkurencji. Logistyk nie może włączać się w ten łańcuch przymusu, gdyż on powinien dostarczać to co jest użyteczne. Podejmuje się tego ze względu na troskę o podmiotowość odbiorcy oraz własną. Logistyk stoi przy kliencie i wobec wszystkich tych sfer operowania towarem jest jego reprezentantem. Tylko z tej pozycji można budować skuteczne i efektywne systemy dostarczania dóbr.

Przeszkody

Współczesny logistyk jest rodzajem reprezentanta odbiorcy dóbr wobec technicznego świata produkcji i komunikacji. Z tej pozycji operuje on przepływami towarów pomiędzy zsynchronizowanymi obiektami, używając swych kompetencji do oddziaływania na poszczególne przedsiębiorstwa na poziomie strategicznym. Występując wobec nich jako rodzaj przywódcy, którego autorytet wynika nie tyle z formalnych ustaleń lecz ze wspólnie postrzeganego celu i interesu. Na drodze do spełnienia takiej wizji stoją przynajmniej dwie przeszkody.

Jedna to kultywowanie sztucznego podziału na teorię i praktykę, a dodatkowo jeszcze ustawianie ich we wzajemnej opozycji. Przy realizacji zamówienia nie można stawać przed dylematem czy posłużyć się praktyką czy teorią. Nie ma bowiem takiej praktyki, z jakiej można skorzystać gdy podejmuje się działania na rzecz podmiotowo traktowanego klienta. Takiej relacji z klientem nie można zbudować na rutynie i doświadczeniu wyniesionym z poprzednich kontraktów zrealizowanych dla zupełnie innych klientów. W nowym kontrakcie często wszystko może być nowe i trzeba zbudować całkiem nową procedurę obsługi dla indywidualnie traktowanego klienta.

Druga – to patologiczna relacja pracodawca-pracobiorca, albowiem zatrudniający logistyka nie daje mu pracy, choćby miał na własność środki produkcji, magazynowania, transportu i komunikacji. Są one bezużyteczne bez myśli logistyka, który wie jak z ich pomocą dostarczać komuś dobra. Ale jeśli on to wie, to tym samym on daje zatrudnienie tym środkom, choć formalne decyzje podejmuje ich właściciel. Dlatego ktoś chcący być logistykiem nie może nakładać na siebie jarzma tej ubezwłasnowolniającej relacji. Do firmy logistyk wnosi ze sobą relację przedsiębiorcy i zatrudnionego i nie jest istotne kto z tej pary komu i co daje, gdyż tylko razem mogą coś dać odbiorcy dostarczanych dóbr.

Na skutek tych przeszkód w praktyce często dominuje tradycyjne widzenie roli logistyka. Opiera się ono na tym, że na wyraźnym obszarze nie zajętym przez producentów potrzebny jest ktoś, kto by rozwoził wyprodukowane towary do ich potencjalnych odbiorców. Taką funkcję pełniła logistyka w przeszłości i do tego miałaby się ograniczyć w przyszłości. Co więcej, z pozycji producenta logistyka jest koniecznym balastem, który musi być minimalizowany. Logistykiem zaś miałby być ktoś oczekujący na polecenie z centrali aby sprawnie przygotować wysyłkę towarów lub przyjęcie ich do magazynu. Stawianie wymagań, że powinien on mieć wpływ na działania innych firm współuczestniczących w przepływie towarów a nawet na rodzaj produkowanych wyrobów, może wówczas zakrawać na herezję. Byłoby to bowiem naruszenie ugruntowanych tradycją podziałów kompetencyjnych.

Zawód

Obecnie pod nazwą „logistyka” oferuje się kształcenie spełniające tę okrojoną wizję zawodu pozostawiając na boku to co się dzieje na świecie. Jednak poznając rozmaite wiadomości z zakresu logistyki można zostać specjalistą od regałów, magazynowania, transportowania, a nawet od łańcucha dostaw, ale nie zostaje się logistykiem. Tak jak uczący się rachunków w technikum mechanicznym nie otrzymuje tytułu „matematyk”, tak opanowujący tajniki przeładunku, magazynowania i transportu nie może nosić tytułu „logistyk”.

Szeroka wizja logistyki może być przedmiotem studiów, gdzie pozostawia się margines na dyskusję i odkrywanie nowości. W technikum gdzie trudność może sprawiać wypełnienie dokumentu dla asortymentu innego niż podany w przykładzie, logistyka musiałaby mieć postać pozbawioną wątpliwości. Jednak wtedy ryzykowałoby się, że uczniowie szkoły średniej byliby przekonani, że jest ona tym co się poznaje podczas przygotowań do egzaminu testowego. Tak rozumianej logistyki nie ma i nie będzie. Dlatego powinna zmienić się formuła edukacji logistycznej na poziomie średnim. Za tytułem „technik logistyk” mogą kryć się co najwyżej konkretne umiejętności manipulowania ładunkami i środkami technicznymi w magazynach, bazach przeładunkowych czy różnego rodzaju portach. Choć umiejętności te mieszczą się w ramach logistyki, to jednak jeszcze nie stanowią logistyki, tak jak liczenie paczek w magazynie nie jest matematyką. Do logistyki stąd droga daleka, tak jak od „technika matematyka” do „matematyka”.

Logistyka zaś będzie można rozpoznać po tym, że gdy pojawi się rzeczywiste zapotrzebowanie na jakieś dobra, to będzie on umiał zorganizować ich produkcję i dostarczanie do miejsca gdzie są potrzebne. Przydają się do tego umiejętności zarówno produkcyjne jak i transportowe a także synchronizacyjne. Ale potrzebne są też inne specyficzne dla logistyka.

Absolwent kierunku „logistyka” powinien opanować rozmaite narzędzia do realizowania procesów dostawczych dla osiągnięcia swej wizji dostarczania dóbr. Dziś takimi narzędziami stają się podmioty gospodarcze, tworzące sieci dostawcze ogarniające nieraz cały świat. Zatrudniając się w jednym za takich ogniw sieci, współtworzy ten łańcuch współdziałania razem z innymi zatrudnionymi i z właścicielami. Musi umieć dobrać odpowiednie środki oraz zapewnić ich funkcjonowanie do chwili zrealizowania dostawy, tak by odbiorca mógł korzystać z dostarczonych dóbr.

Podstawowym jednak narzędziem powinna być odpowiednia teoria, która z czasem wzbogaci się o praktykę. Powinna być rozwijana przez naukowców, muszą ją poznawać studenci i powinni być jej świadomi technicy. Zawód logistyka stawia przed nimi wszystkimi zadanie poszerzania wolności człowieka od ograniczeń i braków przyrody. Namawianie uczniów czy studentów by jak najwięcej praktykowali, pozbawia ich możliwości prawidłowego kształtowania w przyszłości swej kariery zawodowej.

Zatem pytaniem stawianym przed kandydatami zarówno do szkoły średniej jak i wyższej nie powinno być „Co to jest logistyka?” lecz „Kim jest logistyk?”. Co wniesie on swym działaniem do świata, aby poprzez dostarczanie ludziom potrzebnych dóbr stawał się on odrobinę lepszym miejscem do życia?

Czy takich absolwentów szkół i uczelni będą cenić w firmach? Dopóki takich nie ma, to nie wiadomo. Lecz jeśli okażą się niepotrzebni gdy już się pojawią, to nie będzie można mówić o logistyce. Będzie to znaczyło, że wystarczą wtedy fachowcy – z wykształceniem wyższym lub średnim – od wożenia, produkowania lub magazynowania i synchronizowania.