©   Józef Okulewicz

znaczek

DIALOGI

< <<< Strona główna




11.06.2007

Piszę do Pana (...) przede wszystkim aby pogratulaować Panu doboru treści i sposobu wyrażania myśli znajdujacych się na Pana stronie internetowej.
Jest to zbiór mysli i informacji mogacych być dla mnie wzorem nie tylko logistyka ale i naukowca wszechstronnego (zbiór wierszy jest świetny, wykwintny jak dobre wino, konsumowane w rewelacyjnym towarzystwie). Gratulacje!

S.K.


9,14.11.2006

Tym razem do portalu spedycje.pl - w trakcie dyskusji o zawodzie spedytora - skierowano pytanie:
„…kto to jest logistyk, bo w powszechnej świadomości, przynajmniej mojej, a "nauki" skonczylem dośc dawno temu, pojęcie to nieodparcie kojarzy sie wojskiem.
Czy logistyk to organizator pewnych procesów firmie, począwszy od dostaw środków higieny po środki do produkcji, albo szerzej nięzbędne w funkcjonowaniu firmy?” (laik - 21.11.2006 )

Faktycznie takie przedstawienie funkcji logistyka odpowiada tzw. "powszechnej świadomości". Jednak te nieodparte skojarzenia słabną wobec nasuwających się pytań. Czy np. piramidy budowano w ramach działalności wojskowej czy cywilnej. Albo czy najazdy wojskowe wspierane logistycznie nie były czasem poprzedzane wyprawami cywilnymi, które także korzystały z logistyki. Co do procesów to można zapytać o to jakimi wolno się zająć logistykowi, jeśli tylko "pewnymi" i dlaczego właśnie tymi miałby się on zajmować.
Sama nazwa "logistyka" sugeruje, że jest to dziedzina praktycznego użycia logiki. To odróżniałoby ją od innych działań wojskowych, które podejmuje się czy to z porywu serca czy też żądzy łupów, odwetu czy zemsty.
W cywilu nie można postawić tak wyraźnych granic kompetencji logistyka. Dlatego lepiej zapytać się o to w czyim imieniu miałby on posługiwać się logiką. Jeśli w imię procesów, to ich twórcy wyznaczaliby logistykowi miejsce w szeregu. Jeśli jednak byłoby to spełnienie wymagań klienta - co występuje w wielu definicjach logistyki - to nie wystarczyłoby zajmować się tylko pewnymi, ale musiałby zajmować się wszystkimi procesami, które mają wpływ na zadowolenie klienta. A ponadto musiałby zajmować się nie tylko organizowaniem procesów ale także ich projektowaniem a w ogólności warunkowaniem. Propozycję tak poszerzonego rozumienia roli logistyka można znaleźć od paru lat w Internecie.




9,14.11.2006

W pewnej wyższej szkole rozgorzała dyskusja na temat logistyki. Zapis jej fragmentów przesłała mi jej uczestniczka z prośbą o komentarz.

Można się cieszyć, że takie tematy wywołują "wojny" i to całego roku. Jeśli problemem jest akapit, to należałoby się zapytać Pana Pilawskiego, który utworzył kiedyś portal LogistykaFirm i to napisał. Jeśli problemem jest czy to jest możliwe, to z tego co można wyczytać na mojej stronie wynika, że moim zdaniem logistycy mogą to robić a nawet i więcej. I wcale nie musi to być produkcja jednostkowa. Przykład tego co może spotkać logistyków i jakie mogą być tego skutki podaję na mojej stronie w Zasadach sukcesu
Żyjemy w czasach gdy zakres zadań logistyków ulega przewartościowaniom i dobrze, że Państwa to pasjonuje i pobudza do dyskusji. Teksty na mojej stronie piszę w intencji wspomagania tych przemian. Gdyby Pani spisała argumenty padające w toczonych dyskusjach, to chętnie zamieściłbym je na mojej stronie www.

Na początek do poszczególnych wypowiedzi zapisałem moje pytania.
Ponieważ jednak uczestnicy nie zgodzili się na umieszczenie ich wypowiedzi na tej stronie, to zamieszczam tylko te pytania. Pozostaną one tu bez odpowiedzi, a dyskutanci zadowolą się własnym sosem.


Załóżmy, że tak jest dziś. Co jednak począć z tymi, którzy jakieś 20 lat temu głosili podobny pogląd na logistykę (przy założeniu, że słowo "kontrolowanie" jest tłumaczeniem słowa "control")? Od tego czasu modyfikowali kilkakrotnie swój pogląd na logistykę, aż wreszcie uznali, że odnosi się on do zarządzania logistycznego.
Po drugie jeśli logistyka jest procesem, to żeby ją dostrzec muszą zachodzić jakieś zdarzenia, które wg jakichś kryteriów trzeba połączyć w ciąg zdarzeń. Kim zatem są ci co przygotowują zdarzenia do zajścia i ustalają kryteria łączące te zdarzenia w całość ? Może są ważniejsi od logistyki, skoro przygotowują to co jest niezbędne do jej powstania ? No i może lepiej uczyć sie ich fachu niż logistyki ?
Po trzecie dlaczego kupcy organizujący wielkie wyprawy na trasach przemierzanych potem przez Aleksandra Wielkiego nie mogli posługiwać się logistyką ?


Jeśli tak to co będzie z pozostałymi oprócz czasu "Just in" takimi jak miejsce, towar, postać, ilość, jakość, koszt ?
Czy przyszłością logistyki jest takie planowanie czasu dostaw aby firmy nie płacily kary za wcześniejsze dostarczenie, czy aby płaciły kary jak największe ?


Tylko czego się uczyć żeby osiągnąć ten ideał ? Czy może logistyka jest wszystkim co człowiek może robić ?


To po co jest zarządzanie, że trzeba je wspierać ? Może poprosić logistyków żeby zarządzali ?


Czy to jest kompletna lista ? Czy dodać coś może tylko Pan Pilawski ? Czym się kierować przy uzupełnianiu tej listy ? Pozostaje jeszcze określić czym to jest w skrócie.



A co jest gdy zapewnienie terminowych dostaw nie jest możliwe bez ingerencji w procesy technologiczne ? Czy zmienić je na prośbę czy na polecenie logistyków ?



Jakie zatem powinny być relacje pomiędzy logistyką a technologią ?



W jaki sposób można ustalić którędy droga ?



Ale na jakiej podstawie zadaniem logistyki jest zapewnienie zaplecza ? Może to technolodzy mają zrealizować to co postanowią logistycy ?



Czy chodzi o wzrost stopnia wyodrębnienia komórek logistyki ?



Możnaby określić jej początek gdyby można było stwierdzić, że ona jest zamiast zniknąć po podboju. Jeśli miała swój początek w jakimś czasie podboju, gdy były toczone działania wojenne, to co się z nią stało po zakończeniu podboju? Historia bowiem nie jest ciągłym podbojem. Walki toczą się jakiś czas, po czym następuje okres pokoju. Jest on raczej dłuższy od okresu walk, bo inaczej ludzkość dawno by wyginęła. Co zatem działo się z logistyką po zakończeniu wojny? Czy znikała po to by znów się pojawić przy okazji kolejnej wojny? Jeśli nie znikała to czy pozostawała bez zmian do kolejnej wojny? Czy ktoś widział logistykę po jej powstaniu w czasie wojny? Jeśli można było kolejne wcielenie logistyki obserwować podczas tworzenia II-go frontu, to czy czegoś podobnego nie obserwowano po zakończeniu wojny lub przed jej rozpoczęciem? Czy budowanie wielkich elektrowni wodnych – np. tamy Hoovera w Nevadzie - nie przypominało tego co działo się w czasie wojny ? A czy przy budowie kanału panamskiego nie obserwowano czegoś podobnego? Czy przy budowie piramid egipskich nie była stosowana logistyka? Czy czasem to co obserwuje się w czasie wojen w zakresie dostarczania wyposażenia wojskowego nie było poprzedzone czymś podobnym tylko w zakresie wyposażenia cywilnego? Czy zatem nazwa „logistyka” przypadałaby tylko temu co się dzieje w czasie wojny?



Warto być logistykiem, nawet jeśli sprawność np. cyklu Carnota pozostaje bez zmian.



Na inne pytania związane z logistyką próbowałem odpowiadać jakiś czas temu,
ale jak wiadomo "Każde pokolenie ma własny czas".





8.08.2006

Od dłuższego czasu zbieram myśli aby napisać do Pana... Chciałam Panu podziękować, gdyż Pana strona i artykuły tam zamieszczane o logistyce w jej różnych aspektach i szerokim ujęciu jak być powinno (nie tylko np. o transporcie czy dystrybucji, tak jak jest zazwyczaj, aż się odechciewa czytać...), towarzyszą mi od dawna i stanowią zarówno rozrywkę dla mojego "ducha" (lubię Pana poczucie humoru) jak pożywkę dla moich szarych komórek. Chciałam również Panu napisać, zapewne wiele osób to robi, że Pana spojrzenie na logistykę i jej powiązania "pomogło" mi w pisaniu zarówno pracy licencjackiej jak i magisterskiej.

I.B-B.



15.05.2005

Szanowny Panie, z zainteresowaniem przeczytałem Pana teksty o rozwoju i o wewnętrznym człowieku. Uważam, że bardzo trafnie opisał Pan te procesy i zjawiska. Pańskie sformułowania przydadzą mi się w tłumaczeniu rozwoju moim studentom.

T.N.



23.02.2005

Chyba po raz pierwszy nie do końca zgodzę się z teorią poruszoną w materiale dotyczącym systemów zintegrowanych. No cóż - mnie kojarzy się to, jak zwykle z jakością, gdzie także ma się do czynienia z systemami zitegrowanymi. Chodzi tu oczywiście o połączenie wdrożenia ISO 9001:2000, ISO 18001 i rzecz jasna ISO 14001, które stanowi jedno z ważniejszych ogniw w integracji systemów. Niestety na ochronę środowiska jeszcze długo nie będziemy potrafili patrzeć w taki sposób, jak czynią to kraje zachodniej Europy. Uważam jednak, że połączenie współdziałania tych systemów wzajemnie ze sobą nie koliduje, a wręcz przeciwnie - motywuje do dalszego działania, - a skoro uzyska się certyfikację na jeden z systemów, to czy należy spocząć na laurach??? Według wiedzy, którą przekazał mi mój Pan Dyrektor, z którym współpracowałam przez 2 lata wdrożenie każdego systemu jest oczywiście kosztowne, niezależnie od tego, jaki system firma chce u siebie wdrożyć - jednak patrząc perspektywistycznie i z punktu widzenie logistyki, należy także zwrócić uwagę, jak przekłada się to w następstwie na wyniki osiągane przez firmę, która zdecydowała się ponieść ryzyko związane z początkowymi wysokimi kosztami, a jak funkcjonuje firma, która nie myśli o jakichkolwiek unowocześnieniach, nowych technologiach, czy zmianie podejścia do niby błachych codziennie wykonywanych czynności (otóż stoi ona sobie w miejscu). Żaden z systemów nie miałby według mnie racji bytu, gdyby nie fakt, że pozwala on na zaoszczędzenie czasu, a tym samym zwiększenie efektywności działania danego podmiotu gospodarczego.
Faktem również jest, że wystarczy jedna decyzja, jedna drobna zmiana w kierownictwie i brak zaangażowania kierownictwa do obalenia starań całości personelu, który "w pocie czoła" zaangażował się w piękne ideologie, które raptem legną w gruzach. Nie można jednak mówić o całkowitym marnotrawieniu pieniędzy, gdy po szkoleniach, po uzgodnieniu pewnej dokumentacji związanej z procedurami, dokonaniu ułatwień i osiągnięciu przejrzystości działania danej firmy nadal podejmuje się działania, by funkcjonować według tych reguł. Zyskana wiedza ze szkoleń procentuje, każdy pracownik dobrze wie, gdzie z daną sprawą musi się zwrócić, aby została ona załatwiona, nie traci się przy tym dodatkowo czasu na dziesiątki telefonów, by cokolwiek było jasne i proste do zidentyfikowania.
Inaczej sprawa wygląda z systemami informatycznymi, jednakże to, czy dany system sprawdzi się zależy przede wszystkim od wymagań stawianych systemowi. Jeśli kupujemy "kota w worku" bez sprawdzenia zawartości i określenia satysfakcji z zakupu - no to tylko mogę pogratulować rozsądku.Nie ma chyba co się dziwić, że taki system się nie sprawdzi, lub będzie trzeba ponieść koszty dodatkowe, aby dostosować go do wymagań naszej własnej firmy.

Kinga P.


Faktycznie najważniejsze są te skutki "uboczne". Zatem może skoncentrować się na tych właśnie skutkach, zamiast wdrażać jakieś systemy, przy okazji czego uzyskuje się te skutki.
W znanej bajce o lnie, żeby zniszczyć len, wykonano wszystkie niezbędne czynności, by ze lnu zrobić płótno. Po takim doświadczeniu należy te czynności wykonywać już z myślą o zrobieniu płótna niż o zniszczeniu lnu.
W przypadku systemów informatycznych można sformułować algorytm. Najpierw wrożyć system najtańszy. Następnie go wyrzucić i wdrożyć właściwy. Pierwsze wdrożenie daje efekty uboczne, które usprawniają drugie wdrożenie.



15.02.2005

Po przeczytaniu tekstu z zakresu logistyki pt. "Dystrybucja wiedzy" żałuję, że uzyskana wiedza i posiadane kompetencje niestety nijak się mają do praktyki i możliwości uzyskiwanych awansów w pracy zawodowej. Z punktu widzenia logistyki faktycznie połączenie wiedzy teoretycznej i praktycznej powinno stwarzać młodym ludziom tego typu możliwości, natomiast rzeczywistość jest zupełnie inna.
Awansuje się ludzi z układami bądź powiązaniami rodzinnymi - z kolei Ci którym udało się uzyskać stanowiska w momencie podjęcia pracy nie posiadają wielokrotnie doświadczenia i "żerują" na pracownikach z większym stażem zawodowym, posiadających takowe. Poddając się "ślepo" poradom starszych pracowników celowo wprowadzających młodsze pokolenie w błędy, bądź przez udzielanie niesprawdzonych informacji, często kończy się to tym, że delikwent, bądź delikwentka zarobi przez kilka miesięcy sporo grosza i zwalnia się jego/ją za popełnione błędy, aby na to samo miejsce zatrudnić nowych podobnie niedoświadczonych ludzi. Natomiast była Pani czy Pan Dyrektor ląduje na przysłowiowych "czterech łapach" na zbliżonym lub takim samym stanowisku bez konsekwencji popełnionych wcześniej gaf.
Tak więc stwierdzam, że poprawnej logistyki brakuje w zarządzaniu firmami, ale tego akurat zmienić się nie da, co udowodniło wiele programów publicystycznych i co na codzień pokazuje realny świat.
Zastanawiam się tylko, czy kiedyś to ma się szansę zmienić.

Kinga P.


Zmieni się jak zostaną spełnione po temu warunki. Jeden już jest spełniony. Firmy istnieją nie dlatego, że takie są prawa przyrody, ale dlatego, że są komuś potrzebne. Drugi zostanie spełniony gdy klienci zaczną korzystać z tych firm, które spełniają nie tylko ich potrzeby fizyczne czy społeczne ale i duchowe. Mieści się w tym np. świadomość, że produkty firmy są tworzone przez ludzi zadowolonych z tego co robią. Trzeci warunek - związany ze wspomnianym tekstem - będzie spełniony gdy pracownicy zrozumieją, że wiadomości i umiejętności nie są zasobami, dla których są oni tylko podmienialnymi magazynami. Czwarty warunek - by przedsiębiorcy zmienili swój stosunek do współpracowników - nie musi być spełniony. Jak pokazuje doświadczenie taniej jest pozwolić by przedsiębiorca, który tego nie rozumie wypadł z obiegu, niż próbować go przekonywać. Z czasem zostaną tylko ci, dla których warunkowanie dostarczania dóbr - poprzez tworzenie odpowiednich warunków pracy - będzie życiową misją.



7.02.2005

Też mam własną teorię logistyki, chociaż czasami zastanawiam się, czy już kiedyś ktoś nie miał podobnej.
Wychodzę z założenia, że tyle ile jest ludzi na świecie, tyle samo może być odmiennych zdań na dany, konkretny temat. Problem polega tylko na tym, że nie każdy ma odwagę do własnych wypowiedzi, bo albo się boi, jak inni to dostrzegą, co powiedzą o mnie inni, lub uważa, że i tak świata nie zmieni swoimi wypowiedziami, co z kolei stanowi o braku siły charakteru i własnego poczucia wartości.
Przykładem może tutaj być właśnie słowo "jakość", której pojęcie próbowano i nadal próbuje się wyjaśniać, a nie ma na to żadnej konkretnej recepty, bo dla każdego będzie ona oznaczała coś odmiennego - dlatego też teorii na ten temat można wyciągnąć sporo.
Logistyka natomiast mnie zwyczajnie kojarzy się z myśleniem, a następnie wdrażaniem pomysłów, czyli jest ściśle powiązana z podejściem procesowym. Pozwala na ominięcie tego, co jest do przewidzenia, że może się wydarzyć, ale wcale nie musi, gdy wcześniej dokona się poprawnej prognozy i analizy przypadków wystąpienia ewentualnych strat.

Kinga P.


To co jest wspólne ludziom to nie jest możliwość posiadania jednakowego poglądu czy zdania w jakiejś sprawie. Tworzenie w takiej intencji systemów totalitarnych jest zawsze antyludzkie. Ludzie za to mogą posługiwać się taką samą metodą dochodzenia do poglądów. Wyniki oczywiście mogą być różne, bo różne są ludzkie sytuacje. Dlatego logistyka musi kojarzyć się z myśleniem, bo - w moim ujęciu - jest faktycznie metodą myślenia .
Ujęcie procesowe o tyle jest dobre, że pokazuje zjawiska we wzajemnej zależności. Jak się o tym pamięta, to łatwiej wymyśleć coś logistycznego. Jedna sprawa to podejście procesowe, a druga - proces, czyli wynik. Łatwiej przy tym uwolnić sie od podejścia procesowego niż od procesu. Uwolnić się trzeba, bo myślenie nie jest procesem. Na szczęście życie domaga się prawdziwej logistyki, więc wkrótce ludzie uwolnią się od procesów.



23.12.2004

Analizy moje podążają ku poszerzeniu kontekstu, w którym funkcjonuje logistyka. Problem polega na wykluczeniu społecznym. Pojawiają się ludzie wykluczeni ze społeczeństwa, których żadna logistyka nie dotyka. Tych ludzi jest coraz więcej, gdyż mechanizmy wykluczające z rynku a następnie ze społeczeństwa są silniejsze od mechanizmów włączenia do życia gospodarczego i życia społecznego. Kto ma się zajmować włączaniem do społeczeństwa wykluczonych?
Supermarkety wykluczyły drobnych sklepikarzy z rynku, życia gospodarczego, życia społecznego i z życia w ogóle. Microsoft wykluczył drobne firmy programistyczne. Ludzie z tych firm na zasiłku dla bezrobotnych zajmują się pisaniem wirusów atakujących Windows. Czyli jest to destrukcja. Ludzie wykluczeni mogą przejawiać zachowania destrukcyjne.
Niedawno dostałem zaproszenie na konferencję inwestycyjną do Lwowa. Zachęcają do przenoszenia produkcji na Ukrainę. Odpisałem im, że w [...] była fabryka izolacji, która przeniosła produkcję na Ukrainę. Mamy tutaj problem ludzki, ludzie wypadli z rynku, stracili zdolność nabywczą: cała logistyka zaopatruje ich w towary, które stały się niezbywalne. Kto ma się zająć włączeniem tych ludzi do obiegu rynkowego?
Odbyłem kilka szkoleń, jak zdobywać klienta. Wiele Multi Level Marketingów szkoli ludzi jak pozyskać klienta. Odbyłem takie szkolenia w Amway-u, Forever, PM, Vision, Starlife, Herbalife. Ludzie z tych firm nie chcą uznać faktu, że rynek się zwinął. Nie ma nabywców.
Logistyka została wyabstrahowana z przepływów finansowych. Oddzielenie przepływu towarów od przepływu pieniędzy jest na rękę pewnym grupom interesów związanym z bankowością. Takie cząstkowe ujęcie problemów zaopatrzenia ludzi w towary prowadzi do katastrofy socjalnej, którą dostrzegają ludzie o większej wrażliwości na los innych ludzi.

Jurek M.



4.12.2004

Mam znowu czas, aby studiować Twoje teksty. Przez ten czas przybyło sporo materiału. Będę stopniowo dzielił się refleksjami z lektury Twoich przemyśleń.
Czytając Twoje teksty mam nieodparte wrażenie, że coś w nich pomijasz. Ty obserwując swoich kolegów po fachu z logistyki też widzisz, że coś oni pomijają, czegoś nie dostrzegają, co Ty widzisz. Tobie się wydaje, ze masz pelną prawdę. Z kolei ja widzę, że jest jeszcze coś, co Ty pomijasz, a Twoi adwersarze tym bardziej. Wniosek: świadomość jednego człowieka jest ograniczona. Poszerzenie świadomosci jest dziełem zbiorowym. Wezmę jakiś Twój tekst i przeanalizuję go z punktu widzenia luk myślowych. Czy Tobie będzie się to podobać? [...] Wykraczanie poza obreb [...] świadomości jest ciężkim przestępstwem, niemal zbrodnią. Kazdy człowiek ma uporządkowany swój świat i nie lubi, aby w nim robić bałagan. To co Tobie napiszę - może narobić trochę zamieszania w Twojej uporządkowanej strukturze mentalnej. Pobieraliśmy kiedyś wspólnie nauki [...] i byliśmy zjednoczeni w myśleniu. Teraz ja zrobilem skok w bok i z boku patrzę na to trochę inaczej.
Wykracznie poza obręb świadomości rozumiem po freudowsku, czyli człowiek stosuje wypieranie ze świadomości pewnych myśli, jeżeli są one związane z jakąś przykrością lub wywołują lęk. Ograniczanie świadomości może także wynikać z gorszej pracy mózgu spowodowanej hypoglikemią, czyli brakiem dopływu glukozy do mózgu. Osoby zainfekowane pasożytami mogą gorzej myśleć z tego powodu, że pasożyty te wyciągają z nich glukozę. Hypoglikemia jest rozpoznawana niesłusznie jako choroba psychiczna. Pewien psychiatra bada każdego przyjmowanego do szpitala, czy nie ma hypoglikemii, gdyż takie błedy zdażają się coraz częciej.

Jurek M.



24.01.2004

Jest to jedyny znany PCDL przykład kiedy osoba ze środowiska akademickiego prowadzi publicznie i bezpłatnie edukację logistyczną poza murami uczelni dla dobra ludzi, których nawet nie zna. Działalność poza uczelnią (niestety z doświadczenia znam tylko taką) Pana Józefa Okulewicza jest dla mnie wzorem, niech od dzisiaj będzie również wzorem dla nas wszystkich.
Bardzo dziękuję Panie Józefie i proszę nie przestawać inspirować innych do rozwijania światopoglądu logistycznego. Aby odczuł Pan nasze oczekiwania proponuję żeby każdy kto przeczytał lub przeczyta ten przykładowy artykuł, zapoznał się z publikacjami na Pana www i przesłał Panu według własnej oceny recenzję, która będzie dla Pana inspiracją do dalszych działań.

Jacek Samsel


Moja misja na www może być uznana za spełnioną, gdyż udało mi się przedstawić wszystkie aspekty niezbędne do samodzielnego zainspirowania swej świadomości logistycznej. Poznawanie logistyki jakiego doświadczałem w ostatnich latach mogło być również udziałem czytelników tej witryny.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności zostało ono zwieńczone prezentacją Pańskiego ideału logistyka, który jest zbieżny z moim widzeniem tej funkcji społecznej. Upowszechnianie tego ideału i zaprezentowanej tu wizji logistyki może być dziełem i źródłem zadowolenia, tych komu staną się one bliskie. Doświadczenie wskazuje, że jest ich coraz więcej.



16.12.2003

Jakiś czas temu znalazłem logistyka w starym testamencie - pasującego do definicji dr Fijałkowskiego (to było kilka lat temu) potem okazało się że pasuje do definicji Amerykańskiej myślę, że do tego o czym Pan mówi i pisze również się to odnosi. Niedawno przygotowywałem studium postaci i stwierdziłem, że warto zrobić dwa w jednym: przygotować materiał dla kilku osób (studium postaci) i wybrać taką postać żeby mi odpowiadała - Józef ze starego testamentu.

Łukasz Sobczyk


Ten nurt zapewne będzie się rozwijał, by pokazywać logistykę poprzez ludzi, którzy ją realizują, nawet jeśli sami nie nazywają tak swej działalności. Logistyka jako umiejętność pozostanie przedmiotem zajęć szkolnych. Dla kogoś jednak, kto będzie chciał się nią zajmować istotne będzie zostanie logistykiem. Do tego będą mu potrzebne wzorce osobowe.



28.11.2003

Bardzo często wracałem w rozmyślaniach do stwierdzenia: „Trzeba sprawić, żeby ludzie robili.... to co chcesz nie wiedząc, że robią to bo Ty tego chcesz”. I do artykułu, który na ten temat. W zdaniu, w którym tę myśl wyjaśniałeś dokonałbym pewnej modyfikacji:
Pozostaje więc przyjąć, że wykonawca może być świadomy celów, którym służą wykonywane czynności, a tylko nie może być świadomy tego, że ktoś chce by były one wykonywane”.

W drugiej części zdania zmieniłbym „że” na „jak” i ta część zdania brzmiałaby:
„... a tylko nie może być świadomy tego, jak ktoś chce by były one wykonywane ...”.
Czym to uzasadniam:
Przede wszystkim obserwacją i analizą sytuacji i zachowań kadry kierowniczej, zwłaszcza tej średniego szczebla u siebie w zakładzie. Czym się ona charakteryzuje ? A no przede wszystkim tym, że zasada „przewodzenia” została zastąpiona zasadą „dowodzenia”, a to wytwarza nawyk wiernopoddaństwa podwładnego względem przełożonego. Poddany stara się za wszelką cenę naśladować wiernie przełożonego, nie analizuje tego co robi, jak robi, dlaczego to robi, ale wszystkie swoje siły skupia na wiernym kopiowaniu, staje się czymś na wzór kopiarki. A później wymusza takie samo zachowanie u swoich podwładnych. Wyeliminowana zostaje wszelka inwencja własna, możliwość dostrzeżenia błędu i jego eliminacji już we wczesnej fazie.

Natomiast Pagonis nie daje żadnego wzorca do naśladowania. Ukazuje cel i mówi „GO”, zmuszając wykonawcę do wykazania całej swojej inwencji.

Pagonis jako stary żołnierz wie, że musi nauczyć podwładnego pewnych zachowań czy czynności, które zminimalizują ryzyko śmierci i wie, że musi ukształtować w podwładnym umiejętności wykorzystania tych wyuczonych zachowań nie w sposób szablonowy, ale uruchamiając w nim to co właśnie nazywa się inwencją. A wszelki wzorzec zawsze kusi „idolizacją”. Tyle uwag i gratuluje wspaniałego pomysłu ze stroną.

Rysiek


Wspomniane zdanie można rozumieć również w zaproponowany sposób. Jeśli człowiek nie ma wiedzieć, że ktoś czegoś chce, a to robić, to musi chcieć on. W systemie, w którym działa gen. oznacza to, że pracownik staje się wyłącznym sprawcą tego co robi, gdyż przejął od przełożonego cel działania. Zatem obejmuje "że" oraz "jak".

Niestety nawet taki wojak jak gen. Pagonis nie przewidział, że to sformułowanie nie odnosi się do systemu, w którym ludzie - po wieloletnim "treningu" - wprawdzie robią coś nie wiedząc, że ktoś tego chce, ale dlatego, że muszą to robić. W efekcie pod "dowództwem" sprytnych i przewrotnych "menedżerów" dochodzi do sytuacji, które możemy obserwować na co dzień w zakładach pracy.

Aby temu zapobiec trzeba jednak wiedzieć w takich systemach kto i dlaczego czegoś chce, by dopiero potem to robić.



31.10.2003

Fajna stronka. Wreszcie się konkretnie dowiedziałem co znaczy logistyka. Sam konczę studia specjalność systemy i urządzenia transportowe.



7.10.2003

Po zapoznaniu się z Pańskimi wierszami i mojej opinii przed Panem, zapragnąłem napisać kilka słów podsumowujących wiersze, które wypłynęły z pańskiego serca. A oto i one.
Pańskie wiersze ujawniają tęsknotę za rzeczywistością, której Pan nie może dotknąć inaczej jak tylko poprzez ekspresję pańskich uczuć i ujawniają wyższą naturę pańskiej osobowości-jej głębię. Są one wynikiem ekspresji logistyka (matematyka) i wyrażają to, czego nie można wyrazić "zimnym wzorem matematycznym". Ujawnia Pan w nich porządek, który panuje w każdej rzeczywistości, nawet w chaosie w jakim się obecnie znajdujemy na ziemi. Wiersze pańskie wychodzą dalej niż logika (logistyka). Wskazuje Pan w nich, że źródło przesyłu dóbr kulturalnych (twórczych) jest poza ludzkim umysłem, a więc!?.....
Myślę, że Pan mi odpowie gdzie.....


Zrobił mi Pan miłą niespodziankę tak dogłębnym spojrzeniem na moje wiersze. Sam siebie nie doceniałem. Przez lata dość obojętnego stosunku do nich różnych czytelników przyzwyczaiłem się do myśli, że są mało warte. Jedyne co mnie niepokoiło to to, że nic się nie starzały. Ile razy sam je czytam to pobudza się we mnie to co było motorem do ich napisania. Może właśnie przyczyną tego jest to co Pan w nich dostrzegł, a co oznacza, że dla wielu będą one nadal niedostępne. Dziękuję za Pańską opinię. Pomaga mi ona spokojnie czekać na kolejnych czytelników, dla których te wiersze staną się źródłem refleksji i poznania nowych obszarów.
Niestety nie powiem z jakich źródeł czerpię bo sam ich sobie nie uświadamiam. Tak jak i Pan muszę po efektach poznawać, że są głębokie i może kiedyś dotrę do nich świadomie.



16.07.2003

... Ciekawi mnie temat SCM ponad wszytskie zarządy, Ja to rozumiem ale jak to przedstawić mojej szefowej, Pani Prezes.
Działam w firmie handlowej i Pani Prezes mówi, że będzie miała dylemat czy w przyszłości jak zreorganizujemy firmę sprzedaż powinna pracować dla logistyki czy logistyka dla sprzedaży.
Ja na to, że powinien być balans i powinny być to rownoznaczne stanowiska. Zgadza się Pan z tym?

ZZ


To co pisałem wcześniej dotyczyło nazwy Pańskiego stanowiska. Mimo, że jest gdzieś w hierarchii akceptowanej przez Zarząd, to daje szansę na to by funkcjonalnie być ponad wszystko.
Co do SCM to w ogóle nie ma wątpliwości. Jest to przecież zarządzanie takie by wszystko grało, czyli żeby towary docierały sprawnie do klientów. Zarządowi przecież chodzi o to samo. Dlatego z pozycji SCM - nawet tego książkowego - można korygować wszelkie działania Zarządu. A kto ma to robić jak nie logistyk, który przynajmniej czytał te książki.
Możliwe, że w firmach ludzie patrzą na siebie z pozycji stanowisk i wtedy ważne jest uzyskać dla logistyka stanowisko jak najwyżej ustawione w strukturze. Zupełnie niezależnie od tego logistyk musi ustawić swą rolę tak by z nim uzgadniano wszelkie przedsięwzięcia.
Dlatego równowaga może być postulowana ze względów prestiżowych. W praktyce warto zastanowić się czy logistyk ma stawać na głowie i realizować dowolne pomysły sprzedaży i być karany, gdy nie uda mu się dostarczyć towaru np. z Warszawy do Szczecina w ciągu 3 godz. Tymczasem sprzedawca dostanie nagrodę za "złapanie" klienta. Może warto zapytać się logistyka jakie są uwarunkowania dostaw i realizować sprzedaż zgodnie z nimi. Czy pomoże w tym domaganie się by logistyka pracowała dla sprzedaży w sposób w jaki to rozumie sprzedaż ? Wiadomo, że logistyka pracuje dla wszystkich, ale robi to tak, że wszyscy pracują dla logistyki. Bo logistyka to sprawianie by towar docierał do odbiory. A komu w firmie na tym nie zależy ?



10.07.2003

Nie wiem co mam powiedzieć.
Pochłonęłam I część w pośpiechu i co mnie zaskoczyło? Każdy z wierszy pozostawia nadzieję - nie dotyka dna? Pewnie o to chodzi aby zostawić promyk nadziei?
Znalazłam coś dla siebie - odnalazłam się w "Pogodzie". Jest mnóstwo hamulców takich jak : ludzie, sumienie itp. wiele rzeczy po prostu "nie wypada "......
Przepraszam za ten chaos w moich przemyśleniach. Muszę to wszystko zebrać do kupy i odpowiednio poukładać, a tymczasem dziękuję i pozdrawiam.



21.05.2003

Chciałabym mocno podziękować za Pana artykuły, wiersze, refleksje i rozważania.
Już od dłuzszego czasu w miarę na bieżąco staram się śledzić to, co Pan pisze na swoich stronach www.
Proszę nie przestawać pisać!!! Jest mi to potrzebne, bo nie wszędzie można znaleźć taki świeży powiew wiedzy i taki praktyczny punkt widzenia...
To co i jak Pan pisze jest przydatne do poszerzania wiedzy, do inspiracji myśli, do zachęcania do trudnych logistycznych tematów studentów, których większość klasycznych definicji i pozycji literaturowych z tego zakresu nudzi.



19.03.2003

Właśnie błądząc po internecie odkryłem Pana stronę.
Byłem Pana studentem. Gratuluję Panu artykułów i komentarzy, które celnie sprowadzają na ziemię ludzi, którzy bujają w obłokach.
Według mnie sposób przedstawienia przez Pana logistyki jest słuszny (odnajduję w swoim życiorysie wiele na to potwierdzeń) i należy teraz tworzyć koalicję poparcia wśród praktyków, którzy tak samo uważają.

Adam Majchrzak
Dyrektor ds. Handlowych i Rozwoju
POLTA SA
a.majchrzak@polta.pl


Myślę jednak, że nie ma potrzeby traktować tego jak "koalicję poparcia". Przedstawiam logistykę, której siłą są racje a nie autorytet. Kto podejmie się rozwijania tej logistyki, to będzie to jego dzieło. Nie będzie "popierającym" tylko tworzącym.



16.01.2003

Co to jest szczęście? Czasami mówi się "Jestem szczęśliwy!", "Jaki jestem nieszczęśliwy!".
Wypowiedzi te wynikają chyba raczej z chwilowego nastroju. Czy w takim razie istnieje możliwość bycia szczęśliwym na "dłuższą metę"? Być może szczęście to jedynie umowa podpisywana z samym sobą, gwarantująca dobre samopoczucie...
Czasami myślę, że tak jest. Wtedy Pańska kolejka byłaby kolejką do siebie samego w celu zrozumienia świata, pogodzenia się z jego prawami, znalezienia sensu...
Przypomniały mi się słowa "Po owocach ich poznacie". W takim kontekście oczekiwanie w kolejce (bierne) nie może być źródłem szczęścia. Z drugiej jednak strony czasami nie wiadomo w jaki sposób należy "zaowocować" wtedy kolejka mogłaby symbolizować przystań chroniącą nas przed niepogodą, na podobieństwo jesieni i zimy - czasu wytchnienia dla przyrody.
Chciałbym to zrozumieć. Chciałbym to zrozumieć jeszcze bardziej w kontekście naszej świadomości: co stanie ze szczęściem, oczekiwanym lub poczutym naprawdę, gdy odejdziemy...
Tyle mam myśli w głowie, co się z nimi stanie? Może w kontekście ludzkości nie mają one najmniejszego znaczenia, tak jak nie ma znaczenia to czy jestem szczęśliwy?
Nie rozumiem również słów o patrzeniu z góry na tych co w kolejce. Chyba, że nikt nie może być doskonale szczęśliwy i należy ciągle od nowa stawać w tej, czy innej kolejce po szczęście. Życie zatem byłoby ciągłym zmaganiem się, oczekiwaniem na wymarzone szczęście, czekaniem na potwierdzenie własnego zamysłu o sobie w kontekście zewnętrznej rzeczywistości.
Tak naprawdę, nie wiem, czy jestem szczęśliwy, skoro pytam Pana o definicję szczęścia...


Ten wiersz to oczywiście satyra na nas z tamtych czasów. To jest rok 81, jeszcze przed 13 XII. Tak nas nauczono traktować życie jako oczekiwanie na coś co od nas nie zależy a jest nam potrzebne.
Trzeba się wczuć w sytuację gdy stoi Pan w kolejce po jakiś wymarzony towar. Niby można mieć pewność, ze się go dostanie. Ale jest też niepewność, że może go zabraknąć. Zamiast stać w tej kolejce możnaby stanąć w innej, po coś może akurat ciekawszego. Stało się zwykle w kilku kolejkach na zmianę. No i trzeba było widzieć tych szczęśliwców, dla których nie zabrakło, jak wychodzili ze sklepu. A za jakiś czas samemu to się przeżywało.
To jednak żarty. Na szczęście nie można czekać w żadnej kolejce. Ani w ogóle nie można czekać. Moja definicja sprzed 25 laty - która nic a nic się nie zestarzała i nie została przez nikogo przebita - jest taka, że szczęście to poczucie możności dążenia do własnych ideałów.
Z Pańskich propozycji odpowiada mi ta pierwsza o docieraniu do samego siebie. Odpowiada mi "zrozumienie świata" i "znalezienia sensu". Z "prawami" gorzej, bo poznajemy je nie po to by się z nimi godzić lecz by wykorzystywać, tzn. mieć ugruntowane poczucie możności.
Dalej też mi odpowiada. Nie wiemy jak "zaowocować". Ale kolejka jako recepta to była propozycja minionego systemu. "Oni" wiedzieli lepiej, więc trzeba było cierpliwie czekać. Szczęściem miało być to, że dali coś. Dziś - tak jak to jest normalnie - samemu trzeba określić rodzaj "owocowania". Gdy się ma poczucie możności tego, to jest się szczęśliwym.
Co będzie jak odejdziemy, to nie wiem. Jeśli mamy być tam szczęśliwi - jak to nam zapowiadają - to powinniśmy uwolnić się od tego co ogranicza poczucie naszych możliwości. M.in. od myśli. Z myślami trzeba zrobić porządek teraz i tu, żeby już teraz nie ograniczały naszych możliwości, ograniczając tym samym szczęście. Oczywiście nie drogą jogi by je wyeliminować, lecz zapanować nad nimi. Poprzez myśli dociera do nas rzeczywistość, od której nie możemy uciekać lecz przekształcać w świat nam poddany.
Szczęście nie jest jak widać wynikiem oczekiwania, lecz własnym naszym dziełem. Wszystkie bowiem jego składniki są w naszej dyspozycji. Część kompetencji oddajemy niestety innym i to nas czyni nieszczęśliwymi. Czasami jest to miłe i dlatego nie dążymy do szczęścia za wszelką cenę.



16.01.2003

Znalazłem poniższy wiersz na Pańskiej stronie internetowej. Zaintrygowała mnie ostatnia część:
"No bo przecież nie jestem sam, idzie ze mną promień słońca.
Wokół mnie kraina ma, horyzontu dal bez końca - horyzontu bez końca dal.
"
Co symbolizuje ten promień słońca, który równoważy wszelkie niewygody opisane w pierwszych dwu strofach?


Dzisiaj wyjaśnienie może być trudne i obciążone tym co się potem zdarzyło. To było pisane w okresie Solidarności, a u mnie dominowała euforia i próba przezwyciężania uświadamianych sobie niedogodności, głównie osobowościowych. Wtedy to było poczucie nieograniczoności w górę i przyjaznej nieograniczoności w poziomie. Miałem wówczas odczucie przyjazności otaczającej nas natury, jako dzieła stworzonego dla naszego dobra.



27.11.2002

... zajrzałem na Pańską stronę, trafiłem na definicję logistyki i spróbowałem wyobrazić sobie, jak sformulowałby ją starożytny Grek (skoro korzenie wciąż tam własnie tkwią). Wyszło mi, że dla Greka logistyka to zapewne byłaby "techne" udzielania dóbr zgodnie z naturą (logos) rzeczywistości (tj. physis). Akcent w tej zwięzłej (Grecy byli zwięźli) definicji padałby zapewne na "zgodnie z naturą rzeczywistości" (no bo logistyk to ten, co działa zgodnie z logosem), która to rzeczywistość jest przemijająca tj. i warunki udzielania, i same dobra zmieniają się w czasie, a po drugie skończona: tj. zawsze ograniczonych dóbr udzielają sobie ograniczone istoty w ograniczonym świecie. Kunszt owej techne polegałby zapewne właśnie na świadomości owych ograniczeń i działaniu zgodnie z nimi. Co Pan na to?

Pozdrawiam
Lech Stępniewski


Sprawił mi Pan ogromną przyjemność takim przedstawieniem logistyki. Tak to sobie wyobrażam, choć ujmuję innymi słowy. Czytając Pański opis wprost widzę tego Greka, który docierając do istoty rzeczy, świadom swojej przewagi nad zmieniającą się rzeczywistością, kunsztownie na nią oddziałuje. Wiedząc, że "warunki udzielania" są zmienne "zgodnie z naturą rzeczywistości" więc to JA będę je zmieniał - postanawia Grek. W ten sposób powstał pierwszy logistyk. Oczywiście pierwszy po tym, który postanowił "udzielić warunków" wszystkiemu.



17.04.2002

... jestem na bieżąco z tekstami, które umieszcza Pan na Swojej stronie internetowej. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tekstu o pracobiorcach i pracodawcach ...

Tomasz Sączek



c.d.n. ?